Szkutnictwo

Świat to za mało, gdy płyniesz ze mną.

Od dzieciństwa, czyli odkąd pamiętam, marzyłem o własnym jachcie. Na czternaste urodziny dostałem od Rodziców cudowny prezent – mały jachcik kabinowy BEZ – 2, którym do dzisiaj, w wolnym czasie, pływam po Jeziorze Żywieckim. Bezik o wdzięcznej nazwie – Moby Dick…. stał się dla dorosłego faceta
o wzroście 188 cm trochę ciasny. Pewnego dnia, gdy nie zmieściłem się w forluku stwierdziłem, że najwyższy czas na większą łódkę. Marzenia postanowiłem wcielić w rzeczywistość. Nie stać mnie, żeby kupić nowy, duży jacht, ale… mając za to wiele talentów, trochę czasu, trochę pieniędzy
i ogromne wsparcie ze strony żony zacząłem budować sam mój wymarzony jacht, którym będę mógł popływać po większych jeziorach, rzekach a nawet morzu. W 2007 roku zakupiłem plany jachtu
Pasja 660MS-G. W 2008 roku, w ogrodzie postawiłem swoją prowizoryczną szkutnię i wziąłem się do roboty. Od 2009 roku, w chwilach wolnych – po pracy, wiosną, latem i jesienią idę do szkutni i buduję, buduję, buduję….
Wydawało mi się, że zbuduję łódź w 3 lata, ale czas zweryfikował moje założenia bardzo szybko. Dzisiaj, gdy moja rodzina i znajomi pytają o czas wodowania, nieustannie odpowiadam, że za dwa lata… i tak płyną i płyną 2 kolejne lata, a łódź ciągle w szkutni i ciągle niegotowa.
Na dzień dzisiejszy, moje założenia dwuletnie stają się coraz bardziej realne, gdyż jestem w trakcie zabudowy wnętrza, co daje dużo radości, ale trwa jeszcze dłużej, niż pierwotnie zakładałem. Mam nadzieję jednak, że w na prawdę za dwa lata skończę Pasję i będę mógł ją zwodować, a potem zastanawiać się, czy podczas wodowania nie pójdzie na dno.
Poniżej przedstawiam parę zdjęć dokumentujących moje działania z kilku ostatnich kilku lat.

Budowa mojej łodzi